potem zmierzch założy lustra
na jasne oko nocy, na małe punkciki
których skórę chciałbym podpalić
żarem papierosa...
te noce, kiedy zasypia ciało
w zimnej pustej pościeli,
w grudniu,
w obcym kraju,
na krawędzi tego,
co nazwałbyś życiem,
są jeszcze zimniejsze,
jeszcze bielsze,
jeszcze mniej znaczą,
niż wspomnienie zimy stulecia,
która przytrafiła się w momencie,
którego, naturalnie, nie jesteś w stanie pamiętać
inaczej niż z opowieści matki,
starych fotografii,
ekscytujących historii w książkach...
te noce,
kiedy mordercy pozostają w domach,
gdy gładko i równomiernie mija czas...
cisza...
bolesna jednostajność...
Wczoraj poukładałem przedmioty
przykleiłem fotografie na ścianę,
dolałem wody kwiatom,
by na nic z powyższego nie musieć spojrzeć.
Jutro, kiedy wstanę, podleję wszystko
paliwem do zapalniczki,
podłożę ogień i wyjdę...
Dzień minie mi tak samo jak zazwyczaj,
lecz potem, ekscytuje mnie to,
będę musiał poszukać sobie
nowego życia...
Tymczasem czekam,
patrzę na dłonie,
oceniam ich skłonność
by uczynić to wszystko
do nich się modlę,
tak tresuję umysł...
Jedna linijka przeciw piciu:
Napij się ze mną , dla odmiany...













--
Free Cupcakes
--
it's just me I'm bored...
Previous PageNext Page